W Polsce narasta konflikt społeczny na rynku pracy, co prowadzi do masowych protestów i żądań podwyżek w różnych sektorach. NSZZ Solidarność zapowiada ogólnopolską manifestację w Warszawie na 20 maja 2026 roku. W ostatnich latach rynek pracy w Polsce znacząco opiera się na pracownikach z Ukrainy, co dodatkowo komplikuje sytuację.
Obecna sytuacja jest wynikiem wielu czynników. W 2025 roku zgłoszono w Polsce 97,6 tys. zwolnień grupowych, co było najwyższym wynikiem od lat 2008–2009. Dodatkowo, proces zwolnień grupowych trwa nadal w 2026 roku, a zwolnienia mają charakter równoległy w wielu branżach jednocześnie. To wszystko wpływa na wzrost napięć społecznych.
Kluczowe statystyki:
- W sektorze przedsiębiorstw zatrudnienie spadło o 60 tys. etatów w 2025 roku.
- Stopa bezrobocia wzrosła do 5,6%.
- W 2026 roku w Polsce zatrudnionych jest od około 770 tys. do ponad miliona obywateli Ukrainy, co stanowi około 6% wszystkich pracujących.
Reakcje ze strony przedstawicieli pracowników są jednoznaczne. Maciej Kłosiński z NSZZ Solidarność stwierdził: „Solidarność nie widzi już innej możliwości niż wyjście na ulicę.” Pracownicy domagają się podwyżek, stabilizacji zatrudnienia oraz poprawy warunków pracy w takich instytucjach jak PKP, ZUS czy Poczta Polska.
To napięcie ma swoje źródło także w trudnych warunkach pracy oraz rosnących kosztach życia. W sektorze handlu trwają spory zbiorowe oraz przygotowania do dalszych akcji protestacyjnych. Pracownicy sieci Dino domagają się podwyżki o 900 zł, a w ZUS — o 1200 zł.
Czy zmiany są możliwe?
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, minister pracy, zapowiedziała kontrole Państwowej Inspekcji Pracy, które mają rozpocząć się w lipcu 2026 roku. Jej zdaniem, „zmniejszy się liczba fikcyjnych umów cywilnoprawnych, czyli śmieciówek, które powinny być umowami o pracę.” Jednakże nie wszyscy są przekonani o skuteczności tych działań.
Napięcia dotyczą również nierozwiązanej sprawiedliwej transformacji w górnictwie i energetyce, która uderza w pracowników i stabilność całej gospodarki — zauważa Barbara Popielarz. Obserwatorzy rynku zauważają, że obecne wydarzenia mogą doprowadzić do dalszych protestów i zmian legislacyjnych.




